Ostatnia droga doktora

May 29th, 2003

Przez ponad 20 lat doktor Antoni Nockowski towarzyszył pierwszej drużynie piłkarskiej Widzewa w meczach na boiskach krajowych i zagranicznych.

Już Go nie zobaczymy biegnącego przez boisko charakterystycznym truchcikiem z torbą lekarską w ręku, śpiesząc z pomocą kontuzjowanym zawodnikom.

Wczoraj odbył się pogrzeb tego wielce zasłużonego dla Widzewa lekarza, ale zarazem społecznika, pełniącego w klubie wiele odpowiedzialnych funkcji organizacyjnych.
Jego zasługi dla piłki nożnej Widzewa przypomnieli w pożegnalnych wystąpieniach kapelan sportu łódzkiego ks. Stanisław Danilewicz i prezes SPN Widzewa SA Jacek Dzieniakowski.

Zmarłemu w ostatniej drodze towarzyszli m. in.: przedstawiciele ŁZPN, byli i aktualni działacze Widzewa, byli i obecni piłkarze tego klubu, byli trenerzy: Leszek Jezierski, Orest Lenczyk i Marek Koniarek, Marek Woziński oraz trener Franciszek Smuda.

Licznie reprezentowane było również środowisko lekarskie, szczególnie ze Szpitala MSWiA, z którym Zmarły był związany zawodowo przez długie lata.

Autor artykułu: (m. st.)

Pełna mobilizacja w Radomsku

May 29th, 2003

RKS Radomsko jest wprawdzie na ósmym, a ŁKS (też ma 42 pkt.) na dziewiątym miejscu w tabeli, ale obydwa zespoły mają tylko pięć punktów przewagi nad strefą spadkową. Jak widać w obydwu klubach na trzy kolejki przed zakończeniem sezonu nie można jeszcze mówić o spokoju.

O tym, że radomszczańska drużyna nie należy do słabeuszy przekonał się w sobotę GKS. Bełchatowianie, którzy walczą o awans do ekstraklasy zremisowali zaledwie bezbramkowo przed własną publicznością.

Inna sprawa, że w ostatnim czasie były pierwszoligowiec jest na fali. Wszystko wskazuje na to, że jest to efekt zmiany szkoleniowca. Po wygranym meczu ze Stomilem Olsztyn (1:0) Andrzej Kretek wypowiedział wiele krytycznych uwag o organizacji klubu. Działacze nie zamierzali tego tolerować i kilka dni później trenerem drużyny został Jan Makowiecki.

Pod jego wodzą RKS zdobył pięć punktów w trzech meczach. Nowy szkoleniowiec miał dobry start i działacze robią dużo, by tę passę podtrzymać. Jak twierdzą wtajemniczeni po meczach wypłacane są premie dla zawodników, co w przeszłości nie było sprawą normalną.

– Atmosfera w drużynie jest znacznie lepsza – mówi rzecznik prasowy RKS Jerzy Strzembosz. – Zespół gra dobrze i chcemy wygrać kolejny mecz. W RKS pełna mobilizacja, bo przecież przyjeżdża do nas jedenastka, która wygrała sześć spotkań z rzędu. Miło będzie powstrzymać rozpędzoną łódzką maszynkę do zdobywania punktów.

W ostatnim spotkaniu z GKS, RKS grał w składzie: Pilarz – Nowak, Prokop, Lamch – Jóźwiak, Dopierała (59, Dziuba), Leszczyński, Markiewicz, Kowalczyk (59, Pluta), Lato (71, Tomasiak) – Folc.

Autor artykułu: (hof)

Mówiła, że ściga ją mafia…

May 29th, 2003

Łódzcy detektywi przywieźli do domu 22-letnią łodziankę, która podczas pobytu w Grecji zaczęła wykazywać objawy choroby psychicznej.

Dziewczyna wyjechała do pracy. Znalazła się na jednej z greckich wysp. Tam związała się z 50-letnim Grekiem. Ich pożycie nie było burzliwe, nie wiadomo więc, dlaczego dziewczyna zaczęła zachowywać się dziwnie.

Atak zaczął się podczas lotu z wyspy do Aten. Dziewczyna zadzwoniła z lotniska do matki mówiąc, że… ściga ją mafia, ma fałszywy bilet na samolot, panicznie się boi i musi uciekać. Z każdym dniem było gorzej. Wydzwaniała do rodziców, opowiadając niestworzone historie. Wtedy matka wynajęła detektywa, żeby sprowadził córkę do domu.

Czwórka detektywów szukała Polki przez 3 dni. Gdy ją znaleźli, stan dziewczyny był fatalny. Detektywi odwieźli chorą do greckiego szpitala psychiatrycznego, gdzie przebywała 10 dni. Stamtąd odebrali ją wspólnie z greckimi policjantami i pracownikami polskiej placówki dyplomatycznej. Pod opieką polskiego lekarza psychiatry dziewczyna odbyła podróż samolotem do kraju. Tu została oddana matce.

Przypadek 22-latki z Łodzi nie jest odosobniony, np. 2 lata temu detektywi przywieźli z Krety studentkę, która związała się z młodym Grekiem. Chłopak podawał jej narkotyki, co doprowadziło do zaburzeń psychicznych. Kilka dni temu inny łódzki detektyw przywiózł do Polski chłopaka, który zachorował psychicznie podczas pobytu w Atenach.

– Dla niektórych ludzi daleka podróż oraz zmiana sytuacji życiowej (podjęcie pracy, związek uczuciowy) jest bardzo dużym przeżyciem – mówi psycholog Renata Karolewska. – Silne stresy mogą wywołać różne reakcje. Niewykluczone, że wszystkie te osoby mogły mieć predyspozycje do zaburzeń psychicznych, które ujawniły się w ekstremalnych sytuacjach.

Autor artykułu: (mgr)

40 stopni w mieście

May 26th, 2003

Wczoraj w centrum Łodzi temperatura dochodziła do 40 kresek powyżej zera! Łodzianie uciekali przed upałem poza miasto. Ci, którzy nie mogli wyjechać, szukali ochłody w miejskich parkach i nad stawami.

Nie wszyscy jednakowo cieszyli się piękną, słoneczną pogodą.
– Odnotowaliśmy ponad 60 przypadków omdleń z powodu wysokiej temperatury. Niektóre z nich były tak poważne, że wymagały leczenia szpitalnego – mówi koordynator Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi. – Do omdleń najczęściej dochodziło w kościołach, na cmentarzach, na ulicach w centrum miasta, a nawet na działkach.

Upał okazał się zabójczy dla 81-letniej mieszkanki Śródmieścia, która zasłabła w kościele podczas mszy świętej. Szybko wezwano pogotowie ratunkowe. Zmarła jednak w karetce w drodze do szpitala.

– Nasze organizmy nie zdołały jeszcze przystosować się do zmian pogodowych. Dotyczy to zwłaszcza ludzi starszych, otyłych, z chorobami narządów układu krążenia, chorobą wieńcową i nadciśnieniem tętniczym – mówi dr Maria Sosnowska, lekarz internista z WSRM w Łodzi.

Gdy zaczną się pojawiać mroczki przed oczami, szum w uszach, wystąpi dezorientacja, nie należy się forsować. Trzeba wygodnie usiąść lub się położyć i czekać na przyjazd lekarza.

Jak twierdzą meteorolodzy, taka pogoda utrzyma się jeszcze przez najbliższe dwa dni.

Autor artykułu: (em)

Uwaga szarlatan!

May 26th, 2003

Do Łodzi przyjechał obywatel Ukrainy, który przedstawia się jako Groński i twierdzi, że leczy najcięższe przypadki raka. Klientów szuka za pośrednictwem ogłoszeń prasowych: „Uzdrawiam z chorób nowotworowych. Poprawa zdrowia gwarantowana”. Żąda 200 złotych za zabieg. Chętnych nie brakuje.

– Leczę energią z kosmosu – zapewniał naszą reporterkę, która powiedziała, że ma raka piersi. – Pani chorobę usunę całkowicie w ciągu sześciu jednogodzinnych zabiegów.

Złośliwy nowotwór piersi u pielęgniarki z Wrocławia wyleczyłem w ciągu 4 godzin. Moja kuracja polega na tym, że najpierw naładowuję chory organizm energią, a potem wyciągam ją z powrotem. Wraz z nią wychodzi rak.

Z pacjentami w Łodzi Groński umawia się w hotelu przy ul. Objazdowej 17. Pracownicy hotelu mówią, że w tygodniu odwiedza go przynajmniej kilka osób. Przeważnie są to ludzie starsi.

Nasza reporterka sprawdziła jak „leczy” Groński.
Pierwszy seans ma trwać godzinę.

Uzdrowiciel każe mi stanąć przodem do siebie. Podnosi moją prawą rękę i przez kilka minut porusza kolejnymi palcami. Potem to samo robi z lewą ręką. Przykłada swoje dłonie do moich pleców. Przesuwa ręce wzdłuż kręgosłupa w kierunku szyi i opiera je na czubku mojej głowy. Przykłada je do szyi.

- Dzisiaj muszę udrożnić kanały energetyczne i dać pani jak najwięcej energii – słyszę. – Po zabiegu mogą pojawić się bóle, ale to dobrze. Ból to sygnał, że moja energia dotarła już do zaatakowanych miejsc i walczy z nowotworem. Teraz może pani czuć ciepło w miejscach, które będę dotykał.

Mam położyć się na składanym łóżku do masażu. Uzdrowiciel przez kilka minut masuje moje plecy. Opiera dłonie na wysokości płuc. Nie wolno mi otwierać oczu, bo wtedy cała energia, którą mi przekazuje ucieknie.

– I co pan czuje, mam zmiany rakowe w płucach – chcę wiedzieć.

– Ja tego nie powiem, od badania są lekarze, ja tylko leczę – odpowiada. Po chwili mówi jednak, że znalazł ogniska zapalne w prawym płucu. Z jego słów wynika, że mam chore nie tylko płuca, ale też nerki, stawy kolanowe, kark i obie piersi.

Każe obrócić się na plecy. Przesuwa dłonie wzdłuż mojego ciała. Oklepuje mi nogi i rozciera stopy. Teraz przez kolejne piętnaście minut trzyma obie dłonie na moim mostku.

– Mam bardzo wielu pacjentów – zapewnia. – Większość to kobiety, ale leczę też dzieci. Moja kuracja jest skuteczniejsza niż leczenie przez onkologów. Żadna chemoterapia czy naświetlanie nie pokonają nowotworu.
Jestem w stanie wyleczyć każdego nawet ze złośliwego guza.
W Polsce co roku na choroby nowotworowe zapada kilkadziesiąt tysięcy osób.

– Nie znam ani jednego chorego, któremu nie potrafili pomóc lekarze, a którego wyleczyli specjaliści od medycyny niekonwencjonalnej. – mówi dr Andrzej Berner, zastępca kierownika Kliniki Chirurgii Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. – Niestety, coraz częściej spotykam pacjentów, którzy za namową uzdrowicieli zarzucili leczenie i oddali się w ręce bioenergoterapeutów. Kiedy wracają do specjalistów na leczenie jest już za późno.

– Rzetelny uzdrawiacz jedynie wspomaga leczenie, konwencjonalne, ale nie dopuszcza do jego przerwania – uważa Małgorzata Kowalska, bioenergoterapeutka. – Nikomu nie wolno oszukiwać ludzi, odciągać ich od tradycyjnych metod leczenia czy żerować na ich nieszczęściu.

Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w ubiegłym roku w całej Polsce tylko 57 osób zdecydowało się poskarżyć policji na osoby obiecujące im wyleczenie.

– Pokrzywdzeni w takich sprawach bardzo rzadko zgłaszają się na policję – mówi Witold Kozicki, rzecznik prasowy łódzkiej policji – Takie oszustwo trudno jest również udowodnić. Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej wprowadza inną osobę w błąd, może trafić do więzienia na czas od 6 miesięcy do 8 lat.

*****

W Polsce gabinety zajmujące się niekonwencjonalnymi metodami uzdrawiania może prowadzić każdy, kto uzyska pozwolenie na działalność gospodarczą. Urzędników, którzy je wystawiają, nie interesuje ani wykształcenie, ani umiejętności przyszłego speca od medycyny niekonwencjonalnej.

Autor artykułu: (c)

Tuningowy Puchar Łodzi

May 26th, 2003

Silniki wchodziły na maksymalne obroty, kierowcy w skupieniu i z olbrzymią wolą zwycięstwa prowadzili auta, które z piskiem opon wchodziły w łuki. Wczoraj na torze kartingowym przy ul. Technicznej 14 odbył się Tuningowy Puchar Łodzi zorganizowany przez Łódzki Tuning Klub.

Miłośnicy podrasowanych i niekonwencjonalnie wyglądających samochodów spotkali się, by sprawdzić swoje umiejętności w jeździe na czas po torze. Emocji nie brakowało, bo każdy z kierowców starał się wycisnąć z samochodu ostatnie rezerwy mocy.

Impreza zgromadziła około 100 samochodów i mnóstwo widzów, którzy oglądali wyścigi i podziwiali dopracowane w szczegółach samochody. A było na co popatrzeć, bo zdecydowana większość aut przeszła przeróbki wykonane ze smakiem, miały: spoilery poprawiające sylwetkę, podkreślające np. sportowy charakter samochodu, lekko przyciemnione szyby, charakterystyczne dla sportowych aut niskie zawieszenie itp.

– Przyszedłem tu z żoną i synem, którego pasjonują takie samochody – mówi Tadeusz Siewierski. – Wiele aut naprawdę robi wrażenie. Tor jest znakomitym miejscem do tego rodzaju spotkań. Kierowcy ścigają się, ale jest bezpiecznie.

Każdy mógł zgłosić się do startu w konkurencjach. Organizatorzy zapowiadają kolejne edycje imprezy.

*****

Wyścigi na dystansie 1 okrążenia (ok. 1 km) przeprowadzono w trzech klasach:

Klasa mini (auta do 1200 cc):

Najlepszym okazał się Michał Sobanka, cc 900 cm sześc., czas 1;02 min.

Klasa midi (1200 cc – 1800 cc):

Najlepszym okazał się Mariusz Komorowski, mitsubishi colt 1300 cm sześc., czas 1;00 min.

Klasa maxi (powyżej 1800 cc diesle do 2000 cc):

Najlepszym okazał się Michał Barski, renault clio 1800 cm sześc., czas 58 sekund.

Dla zwycięzców przygotowano nagrody, m.in. pomiar przyspieszenia i czasu na 400 metrów specjalistycznymi urządzeniami, klubowe znaczki i gadżety.

Autor artykułu: (tj)

Pół miliona dolarów łapówki…

May 23rd, 2003

Łódzka prokuratura oskarżyła o łapówkarstwo 53-letniego Henryka M., byłego prezesa spółki „Centrozap” S.A. i 43-letniego Marka M., wiceprezesa firmy zarządzającej 3 Narodowym Funduszem Inwestycyjnym.

Jak ustalono w 1999 r., Marek M. będąc wiceprezesem firmy zarządzającej 3 NFI i przedstawicielem tego NFI w radzie nadzorczej „Centrozapu” zażądał 1 mln dolarów w zamian za umożliwienie zakupu pakietu kontrolnego akcji „Centrozapu” S.A. przez katowicką „Agencję Węgla i Stali”. Zdążył odebrać tylko połowę pieniędzy (2 mln 200 tys. zł), a reszta miała być wypłacona po przejęciu akcji.

Natomiast Henryk M. w zamian za pomoc w przejęciu „Centrozapu” S.A. zażądał od szefów „Agencji Węgla i Stali” gwarancji dalszego pełnienia funkcji prezesa w firmie i zagwarantowania 1 mln zł odszkodowania w przypadku rozwiązania z nim umowy o pracę. Henryk M. jest również podejrzany o pośrednictwo w przekazaniu łapówki Markowi M.

Do zakupu pakietu akcji nie doszło, gdyż uniemożliwiły to organy ścigania. Henryk M. i Marek M. zostali zatrzymani przez policjantów z łódzkiego wydziału Centralnego Biura Śledczego 12 stycznia w Warszawie i Chorzowie, na kilka godzin przed ich wyjazdem do Niemiec.

Na ławie oskarżonych zasiądą jeszcze dwie inne osoby współdziałające z Markiem M. i Henrykiem M.

W sprawie byłego kierownictwa „Centrozapu” śledztwo prowadzi także katowicka prokuratura. Henrykowi M. i Markowi M. oraz trzem innym członkom rady nadzorczej postawiono zarzuty niegospodarności i spowodowanie strat w wysokości 10 mln zł.

Za przyjęcie korzyści majątkowej i osobistej podejrzanym grozi do 12 lat więzienia.

Autor artykułu: (dag)

Czy Widzew zdobędzie kolejne trzy punkty?

May 23rd, 2003

Jutro o godz. 19 piłkarze Widzewa na własnym boisku zmierzą się z Górnikiem Zabrze. Po środowym zwycięstwie nad Pogonią w Szczecinie 1:0 łodzianie liczą na kolejne trzy punkty. Wygrana nad Górnikiem znacznie przybliży łodzian do celu, jakim jest uniknięcie gry w barażach.

Bezpośredni spadek już raczej nie wchodzi w grę, bowiem jutro Garbarnia Jaworzno gra z Legią i łodzianie mogą zwiększyć przewagę nad tą drużyną do 7 punktów!

Jesienią widzewiacy przegrali w Zabrzu aż 0:4. W barwach Górnika występuje b. łódzki pomocnik Rafał Kaczmarczyk. Jest wielce prawdopodobne, że łodzianie zrewanżują się zabrzanom.

Po meczu z Pogonią nikt w łódzkiej drużynie nie narzeka na urazy. Trener Franciszek Smuda mieć zatem będzie wszystkich zawodników do dyspozycji. Oczywiście poza Maciejem Scherfchenem, który leczy kontuzję już od dłuższego czasu.
Działacze Widzewa robią także wszystko, by PZPN zniósł zakaz transferów, bo wówczas będzie można potwierdzić do gry Marka Zająca. Sprawa wyjaśni się dziś i być może obrońca ten będzie mógł zagrać przeciwko Górnikowi.

Jutrzejsi rywale łodzian w ostatniej kolejce przegrali na własnym boisku z Wisłą Płock 1:2. Kończyli spotkanie w dziesiątkę, bowiem przy wykorzystanym limicie zmian boisko na noszach opuścił kontuzjowany Marek Koźmiński.

Jak poinformował wiceprzewodniczący rady nadzorczej Górnika Zabrze Andrzej Mierzwa, właśnie Marek Koźmiński stał się właścicielem 52 procent Sportowej Spółki Akcyjnej Górnik Zabrze. Mierzwa nie powiedział, jaką kwotą zamknie się transakcja. Dodał, że jedna akcja kosztować będzie ok. 300 zł, a sprzedający (zabrzańska firma Polind) na tej transakcji nie straci. Polind kupił 87 procent akcji Górnika półtora roku temu z rąk Stanisława Płoskonia.

30 procent zaproponowano do nabycia gminie Zabrze i trwa procedura przeprowadzania tej transakcji. Wymaga ona jednak zgody Rady Miejskiej, a w przypadku jej braku akcje te nabędą trzy związane z regionem duże firmy, których nazw nie ujawniono.

Program 28. kolejki – jutro: Polonia – KSZO, Ruch – Groclin, GKS Katowice – Odra, Amica – Zagłębie, Lech – Pogoń, niedziela: Wisła Płock – Wisła Kraków, Garbarnia – Legia.

Wczoraj rozpoczęła się przedsprzedaż biletów na mecz Widzewa z Górnikiem.

Autor artykułu: (dk)

To był prezent dla trenera

May 23rd, 2003

Piłkarze ŁKS znacznie zwiększyli swoje szanse na utrzymanie w II lidze. Mają obecnie 5 pkt. przewagi nad strefą spadkową i mogą w bardziej spokojnej atmosferze przygotowywać się do kolejnych ligowych spotkań. Był to także wspaniały prezent dla trenera Bogusława Pietrzaka, który w dniu meczu ze Śląskiem obchodził swoje 45. urodziny.

Wygrana i trzy punkty były tylką częścią urodzinowego prezentu. Wczoraj piłkarze, działacze i współpracownicy szkoleniowca ŁKS podarowali jubilatowi kwiaty oraz klubową koszulkę z dedykacją i autografami.

Wczoraj cała drużyna ŁKS przeszła gruntowną odnowę biologiczną. Część zespołu też trenowała. Na boisku pojawili się Assogba, Chorała, Grącki, Grzelak, Klepczarek, Sessou, Spaczyński, Stanisławski i Wolski. Indywidualnie trenował Przybyszewski, którego gra w bieżącym sezonie jest już wykluczona. Nie było na zajęciach Kalety i Cieciury, bo obaj mają kontuzje i założone na nogach opatrunki gipsowe.

Cieciura doznał urazu zderzając się z własnym kolegą z drużyny w ostatnim IV-ligowym spotkaniu drugiego zespołu.

– Trzy punkty w spotkaniu ze Śląskiem miały dla nas bezcenną wartość. Uciekliśmy wreszcie grupie spadkowej i z tego cieszymy się najbardziej – powiedział po spotkaniu Radosław Matusiak. Łodzianie wygrali wojnę nerwów we Wrocławiu dzięki lepszej odporności psychicznej i większym umiejętnościom.

– Nie wiem dlaczego obecne pokolenie jest tak mało odporne psychicznie – powiedział po meczu Janusz Sybis, doskonały przed laty napastnik, obecnie drugi trener Śląska. – Nie daje sobie rady w meczach o dużą stawkę. Poza tym pracując teraz z młodzieżą widzę, że jest znacznie mniej sprawna, bo chyba mniej wynosi z lekcji wychowania fizycznego niż my przed laty.

Do zakończenia pozostały jeszcze cztery kolejki. W niedzielę łodzianie o godz. 18 zmierzą się na własnym boisku z Aluminium Konin, później zagrają z RKS Radomsko, Podbeskidziem i na koniec ze zdegradowanym już Stomilem.

Najbliższy przeciwnik nie ma już szans walki o awans do ekstraklasy, podopieczni Jerzego Kasalika nie są też zagrożeni spadkiem. Stanowią bardzo silną drużynę. Czy ŁKS stać będzie na odniesienie kolejnego, szóstego już z rzędu zwycięstwa? Nie zagrają niestety Tomasz Rączka i Robert Sierant, którzy będą pauzować za żółte kartki. Mimo to łodzianie myślą o zdobyciu kolejnych punktów, a gorący doping kibiców łódzkich piłkarzy znacznie zwiększy szansę na wywalczenie szóstego z rzędu ligowego zwycięstwa. Łodzianie przystąpią do meczu w dobrych nastrojach, bo wczoraj w klubie był dzień wypłaty, a dodatkowo za zwycięstwo we Wrocławiu piłkarze otrzymali upominki firmy Nike.

Autor artykułu: (mm)

Łódzcy detektywi odnaleźli zaginionego Polaka

May 21st, 2003

Łódzcy detektywi ze swoim szefem Waldemarem Czerwińskim na czele wrócą dzisiaj (21 maja) do Polski z Grecji, gdzie poszukiwali zaginionego w tajemniczy sposób 24-letniego mieszkańca Rybnika. Chłopak wyjechał wraz z grupą swoich kolegów do Aten, gdzie miał wykonywać na zlecenie prace budowlane. Tam – jak twierdził przed zniknięciem – został pobity przez Polaków, którzy zabrali mu paszport.

24-letni Adam zgłosił się do ambasady polskiej w Atenach z prośbą o wydanie mu nowego dokumentu oraz zapłacenie za bilet do Polski. Niestety, nie wrócił ani po paszport ani po bilet. Zdaniem pracowników konsulatu mężczyzna zachowywał się dziwnie, wykazywał objawy zaburzeń psychicznych.

– O znalezienie chłopca poprosił nas jego zrozpaczony ojciec – mówi Waldemar Czerwiński. – Szukaliśmy go 8 dni. Ateny to ogromne miasto. Trafienie na trop Polaka było tam prawie równoznaczne z szukaniem igły w stogu siana.

Mimo to detektywi ustalili, że chłopak przez jakiś czas przebywał w szpitalu, z którego uciekł. Wszyscy, którzy się z nim zetknęli podkreślali, że zachowywał się dziwnie, był przerażony, próbował przed czymś (lub kimś) ukrywać się.

– Bardzo długo nie mogliśmy się z nim dogadać – mówi Czerwiński. – Nie ufał nam, wciąż pytał, czy naprawdę jesteśmy detektywami wynajętymi przez jego ojca, usiłował nawet nas sprawdzać. Cały czas był nienaturalnie zalękniony, twierdził, że ktoś chce go zabić. W mieszkaniu znajomego, gdzie go przewieźliśmy, by przenocował przed powrotem do kraju, stał się nagle agresywny. Gonił gospodarza z siekierą, porąbał mu meble. Odmawiał przy tym przyjęcia pomocy lekarskiej oraz zażycia środków uspokajających. Na szczęście już czuje się lepiej.

Wczoraj czterem detektywom udało się wsiąść wraz z poszukiwanym na prom płynący z Grecji do Włoch. Liczą, że wkrótce poznają zagadkę jego pobytu w Atenach.

Autor artykułu: (mgr)