Do Łodzi przyjechał obywatel Ukrainy, który przedstawia się jako Groński i twierdzi, że leczy najcięższe przypadki raka. Klientów szuka za pośrednictwem ogłoszeń prasowych: „Uzdrawiam z chorób nowotworowych. Poprawa zdrowia gwarantowana”. Żąda 200 złotych za zabieg. Chętnych nie brakuje.
– Leczę energią z kosmosu – zapewniał naszą reporterkę, która powiedziała, że ma raka piersi. – Pani chorobę usunę całkowicie w ciągu sześciu jednogodzinnych zabiegów.
Złośliwy nowotwór piersi u pielęgniarki z Wrocławia wyleczyłem w ciągu 4 godzin. Moja kuracja polega na tym, że najpierw naładowuję chory organizm energią, a potem wyciągam ją z powrotem. Wraz z nią wychodzi rak.
Z pacjentami w Łodzi Groński umawia się w hotelu przy ul. Objazdowej 17. Pracownicy hotelu mówią, że w tygodniu odwiedza go przynajmniej kilka osób. Przeważnie są to ludzie starsi.
Nasza reporterka sprawdziła jak „leczy” Groński.
Pierwszy seans ma trwać godzinę.
Uzdrowiciel każe mi stanąć przodem do siebie. Podnosi moją prawą rękę i przez kilka minut porusza kolejnymi palcami. Potem to samo robi z lewą ręką. Przykłada swoje dłonie do moich pleców. Przesuwa ręce wzdłuż kręgosłupa w kierunku szyi i opiera je na czubku mojej głowy. Przykłada je do szyi.
- Dzisiaj muszę udrożnić kanały energetyczne i dać pani jak najwięcej energii – słyszę. – Po zabiegu mogą pojawić się bóle, ale to dobrze. Ból to sygnał, że moja energia dotarła już do zaatakowanych miejsc i walczy z nowotworem. Teraz może pani czuć ciepło w miejscach, które będę dotykał.
Mam położyć się na składanym łóżku do masażu. Uzdrowiciel przez kilka minut masuje moje plecy. Opiera dłonie na wysokości płuc. Nie wolno mi otwierać oczu, bo wtedy cała energia, którą mi przekazuje ucieknie.
– I co pan czuje, mam zmiany rakowe w płucach – chcę wiedzieć.
– Ja tego nie powiem, od badania są lekarze, ja tylko leczę – odpowiada. Po chwili mówi jednak, że znalazł ogniska zapalne w prawym płucu. Z jego słów wynika, że mam chore nie tylko płuca, ale też nerki, stawy kolanowe, kark i obie piersi.
Każe obrócić się na plecy. Przesuwa dłonie wzdłuż mojego ciała. Oklepuje mi nogi i rozciera stopy. Teraz przez kolejne piętnaście minut trzyma obie dłonie na moim mostku.
– Mam bardzo wielu pacjentów – zapewnia. – Większość to kobiety, ale leczę też dzieci. Moja kuracja jest skuteczniejsza niż leczenie przez onkologów. Żadna chemoterapia czy naświetlanie nie pokonają nowotworu.
Jestem w stanie wyleczyć każdego nawet ze złośliwego guza.
W Polsce co roku na choroby nowotworowe zapada kilkadziesiąt tysięcy osób.
– Nie znam ani jednego chorego, któremu nie potrafili pomóc lekarze, a którego wyleczyli specjaliści od medycyny niekonwencjonalnej. – mówi dr Andrzej Berner, zastępca kierownika Kliniki Chirurgii Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. – Niestety, coraz częściej spotykam pacjentów, którzy za namową uzdrowicieli zarzucili leczenie i oddali się w ręce bioenergoterapeutów. Kiedy wracają do specjalistów na leczenie jest już za późno.
– Rzetelny uzdrawiacz jedynie wspomaga leczenie, konwencjonalne, ale nie dopuszcza do jego przerwania – uważa Małgorzata Kowalska, bioenergoterapeutka. – Nikomu nie wolno oszukiwać ludzi, odciągać ich od tradycyjnych metod leczenia czy żerować na ich nieszczęściu.
Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w ubiegłym roku w całej Polsce tylko 57 osób zdecydowało się poskarżyć policji na osoby obiecujące im wyleczenie.
– Pokrzywdzeni w takich sprawach bardzo rzadko zgłaszają się na policję – mówi Witold Kozicki, rzecznik prasowy łódzkiej policji – Takie oszustwo trudno jest również udowodnić. Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej wprowadza inną osobę w błąd, może trafić do więzienia na czas od 6 miesięcy do 8 lat.
*****
W Polsce gabinety zajmujące się niekonwencjonalnymi metodami uzdrawiania może prowadzić każdy, kto uzyska pozwolenie na działalność gospodarczą. Urzędników, którzy je wystawiają, nie interesuje ani wykształcenie, ani umiejętności przyszłego speca od medycyny niekonwencjonalnej.
Autor artykułu: (c)